Tengu Cup 2026

Zaczęło się w 2017 roku, pod hasłem Poznań Taikai. Gdzieś po drodze turniej podpiął się pod OLK, był samodzielnym turniejem tradycyjnego łucznictwa japońskiego, a rok temu strzelaliśmy po ćmoku. A teraz pora na tegoroczną edycję poznańskiego turnieju, tym razem w kolejnym wcieleniu: TenguCup. Poza nową nazwą pojawiła się pewna innowacja w formule. Impreza odbyła się 25 października, a nasz klub reprezentował Adam.

Jeszcze tytułem wyjaśnienia. 24 października turniej poprzedziło Seminarium Polskiego Stowarzyszenia Kyudo, ale tam nie było naszej reprezentacji, więc pominę tę część relacji.

Na linii strzału stanęło dwudziestu czterech zawodników. Pogrupowani byli w trzy kategorie ze względu na doświadczenie: mudan [bez stopnia dan] –shodan [pierwszy stopień dan] (dziesięć osób), nidan [drugi stopień dan] –sandan [trzeci stopień dan] (sześć osób) oraz yondan [czwarty stopień dan] –godan [piąty stopień dan] (osiem osób). I to jest ta nowość.

Eliminacje

W ramach eliminacji rozegrano cztery rundy po cztery strzały. Z każdej kategorii najlepsza piątka miała zostać zakwalifikowana do finału. I oj, widać było, że coś jest na rzeczy z tymi kategoriami.

Grupa mudan-shodan:

Rozstrzał punktowy w kategorii wahał się od jednego trafienia do sześciu. Najniższy wynik, który pozwolił wejść do finału to trzy trafienia (18,75%). Taki lub wyższy wynik mieli: Ewa, Arunkumar, Christian, Szymon oraz Waldemar.

Grupa nidan-sandan:

Rozstrzał od dwóch do dziesięciu punktów. Zawodnicy, którzy dostali się do finału mieli pięć lub więcej trafień (31,25%), a byli to Rafał, Jan, Hubert, Bożena i Anna.

Grupa yodan-godan:

Tu osiągnięto wyniki od trzech do jedenastu trafień. Żeby dostać się do finału, trzeba było co najmniej dziewięciu trafień (56,25%)… i powodzenia w dogrywce, bo mieliśmy dwie jedenastki, jedną dziesiątkę i trzy dziewiątki. O miejsce w finale walczyli Bogdan, Monika i Blanka. Dogrywkę rozegrano w formacie enkin, czyli zawodnicy oddali po jednym strzale do tej samej tarczy, a o sukcesie decydowała odległość od jej środka. Sędziowie zadecydowali, że do finału dostali się Monika oraz Bogdan, ale nie była to natychmiastowa decyzja. Oprócz nich, w finale znaleźli się Janusz, Maks i Adam.

Finały

Finały rozegrano w pięciu rundach po dwie strzały. Wyniki z eliminacji nie były brane pod uwagę.

Mudan-shodan

Zwyciężył Arunkumar, zdobywając pięć trafień. Na drugim miejscu Christian z trzema trafieniami, zaś na trzecim Ewa z dwoma. Tu było prosto.

Nidan-sandan

Miejsce pierwsze zdobyła Anna z ośmioma trafieniami. Pozostałe miejsca na podium miała rozstrzygnąć dogrywka między Rafałem a Hubertem — obaj trafili pięć razy. Tym razem obowiązywał format izume — każdy zawodnik wystrzeliwuje do swojej tarczy po jednej strzale, aż jedna osoba trafi, a druga spudłuje. Obaj pierwszą strzałę posłali celnie, przy drugiej Hubert okazał się lepszy. On zgarnął drugie miejsce, trzecie przypadło Rafałowi.

Yondan-godan

Poprzeczkę ustawiono jeszcze wyżej. Z dziewięcioma trafieniami na dziesięć miejsce pierwsze przypadło Bogdanowi. Osiem trafień i miejsce drugie: Janusz. O trzecie, z sześcioma trafieniami, walczyli Monika i Maks. Trzy rundy nie przyniosły rozstrzygnięcia — oboje trafiali. Dopiero w czwartej Monika zapewniła sobie trzecie miejsce.

Na koniec nagroda-niespodzianka. Sędziowie Michał i Krzysztof oceniali również styl. W każdej kategorii mogło przypaść jedno takie wyróżnienie, choć wśród nidanów i sandanów nie znaleziono nikogo na odpowiednim poziomie. Wśród mudanów i shodanów wyróżnienie powędrowało do Waldemara, zaś wśród yondanów i godanów do Janusza.

Nowy format turnieju został oceniony pozytywnie i są plany, by kontynuować go w następnych latach. Może pod tą samą nazwą.

Garść statystyk

Całościowo, podczas turnieju skuteczność wynosiła 37,52%, licząc wszystkie dogrywki. Eliminacje to 33,60%, finały 42,67%, zaś dogrywka finałowa 83,33%. Ale nie przejmujcie się za bardzo tą dogrywką, siłą rzeczy kończyła się gdy ktoś przestawał trafiać. Zaś dogrywka w eliminacjach to było zdaje się 100%, liczyła się tylko odległość od środka. Więc dla dalszych wyników pominiemy je obie.

W grupie mudan-shodan mieliśmy 18,16% w eliminacjach, 24% w finale i 19,52% całościowo. Nidan-sandan mieli skuteczność na poziomie 35,42% w eliminacjach, 44% w finale i 38,36% łącznie. Yondan-godan nie schodzili poniżej 50% — 51,56% w eliminacjach, 60% w finale i 53,93% łącznie.

Gdyby to był turniej bez podziału na kategorie i liczyłby się łączny wynik w eliminacjach i finałach (inaczej mówiąc, gdy chcemy wiedzieć kto najwięcej razy trafił), to trzeba by rozegrać dogrywkę, bo po osiemnaście trafień na dwadzieścia sześć zdobyli Anna (dziesięć w eliminacjach, osiem w finale), Bogdan (po dziewięć w każdej z rund) i Janusz (też dziesięć w eliminacjach, osiem w finale). Choć ta trójka zajęła już całe podium, odnotujmy, że drugi wynik należy do Maksa — siedemnaście trafień (jedenaście i sześć), a trzeci do Moniki — piętnaście (dziewięć i sześć). Oczywiście, Maks trafił w turnieju dwadzieścia razy (trzy w dogrywce), a Monika dziewiętnaście (cztery w dogrywce), ale nie każdy miał szansę na dogrywkę.

Kaichu, czyli cztery trafienia w czterostrzałowej serii zdobyli Janusz, Anna i Maks. W finale, gdzie strzelano po dwie strzały, za odpowiednik kaichu możemy uznać dwie kolejne rundy z dwoma trafieniami. Taki wynik zdobyli: Anna, Monika, Bogdan (dwa razy, bo pierwsze pudło było w ostatniej rundzie finału) i Janusz.

Sześciu zawodników nie miało ani jednej rundy bez trafień. Spośród finalistów byli to Arunkumarowi, Annie, Bogdanowi i Maksowi. Choć do finału się nie dostały, formalnie na opisane wymaganie łapią się też Magdalena i Blanka.

kimchi bez kimchi
jednak na coś są dany
nagle stylowi

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *