Seminarium IKYF w Poznaniu

Żarty się skończyły! Przy czym nie znaczy to, że ta relacja będzie choć trochę poważniejsza niż poprzednie. Chodzi o to, że w końcu nastało od dawna wyczekiwane wydarzenie: Europejskie Seminarium IKYFMiędzynarodowa Federacja Kyūdō. Po raz pierwszy gospodarzem tej imprezy jest Polska, a konkretniej Poznań. Rok 2019 okazał się całkiem niezłym na tego typu wydarzenie, bo jest to jednocześnie 100 rocznica ustanowienia stosunków dyplomatycznych między Polską i Japonią, ale też 20 rocznica rozpoczęcia regularnych treningów kyūdō nad Wisłą. W dniach 12-15 lipca do Poznania przybyło 141 kyūdōjinów… może od razu warto wyjaśnić, że to wcale nie było 141 osób. Tyle się zgłosiło, jednak nie wszyscy z tych czy innych przyczyn dotarli. Nie wiedząc, czy organizatorzy dadzą mi wgląd w dokładne listy uczestników, wygodniej było przyjąć założenie, że wszystkie informacje w informatorze są prawdziwe, nawet jeżeli z różnych powodów nie są, ot chociażby zawodnik numer 80, opisany jako – – z –. Wracając do głównego wątku, do Poznania przybyło 141 kyūdōjinów z 16 krajów: od Hiszpanii po Rosję, od Finlandii po Republikę Południowej Afryki. Do tego stopnie od mudanbrak stopnia dan do sandantrzeci stopień dan. Zapewne jednak nie udałoby się zebrać takiej liczby uczestników, gdyby nie nauczyciele przyjeżdżający z Japonii. Byli to hanshitytuł mistrzowski hachidanósmy stopień dan Shoichiro Nakatsuka jako nauczyciel prowadzący, hanshi hachidan Kin’ichi Sawada oraz hanshi hachidan Masaki Ogura.

Jak każde wydarzenie kyudo, od małych treningów po wielkie seminaria, tak i poznańska impreza rozpoczęła się od ceremonii otwarcia. Zanim jednak dojdzie do ukłonów, trzeba dokonać niemożliwego – ustawić wszystkich w odpowiedniej formacji. Bywa to kłopotliwe i w codziennych warunkach, kiedy niespodziewanie znajdują się luki w pierwszych rzędach, których nikt nie chce zająć. A gdy ponumeruje się uczestników i każe im się ustawić w tej kolejności, można być pewnym, że będzie zamieszanie. Mimo to udało się, przynajmniej na tej pierwszej zbiórce. Po tej części rozrywkowej nastąpiły mowy powitalne, przedstawienie nauczycieli i organizatorów, wspólne odczytanie Raiki-Shagizapis etykiety i prawdy w łucznictwie i Shahō-KunPodstawowe zasady strzelania według Yoshimiego Junseia oraz ceremonia yawatashiceremonialne strzelanie otwierające wydarzenie: w roli iteosoba strzelająca wystąpił sensei Nakatsuka, jako kaizoeosoba asystująca ite towarzyszyli mu Andrzej Kentaro Pindur i Michał Mazurek. Była to pierwsza okazja do nauki – zarówno jako możliwość obejrzenia strzelania w najwyższym wydaniu, jak i sposobność do dowiedzenia się co nieco o szczegółach roli kaizoe – senseiowie Sawada i Ogura dokładnie przyjrzeli się tej części yawatashi i przedstawili zebranym swoje komentarze. Większość uczestników nieprędko będzie mieć okazję wykorzystać tę wiedzę, bo trzeba wiedzieć, że taki asystent to naprawdę poważna fucha.

Seminarium odbywało się w trzech shajōprzestrzeń, w której praktykuje się kyūdō, do których przydzielono na podstawie doświadczenia. Większość grupy mudan wziął pod opiekę sensei Ogura, resztę mudanów, wszystkich shodanówpierwszy stopień dan oraz część nidanówdrugi stopień dan dostał sensei Sawada, zaś druga część nidanów oraz sandanowie trafili do senseia Nakatsuki. Tu trzeba zaznaczyć, że z braku zdolności bilokacjiprzebywanie w dwóch miejscach jednocześnie. Termin nie ma nic wspólnego z kyūdō, ale dla przyzwoitości wyjaśniam (a i każda z bilokowanych kopii musiałaby mieć inny stopień dan) oraz niedostatecznie rozwiniętej sieci agentów-informatorów, dalszy opis wydarzeń z seminarium pisany będzie z punktu widzenia shajō numer 2. Tematem, który przyświecał seminarium były kihontaicztery podstawowe postawy i osiem ruchów i kihondōsapodstawowe ruchy i zachowania, a także wejście i wyjście z shajō oraz zakładanie strzał na cięciwę. A jaki jest lepszy sposób, by sprawdzić jaki poziom wiedzy o tych zagadnieniach rezprezentują uczestnicy, niż przepuścić wszystkich przez rundkę taihaiuprocedura grupowego strzelania, stosowana na egzaminach? Trzeba jednak pamiętać, że wszystkich w tym przypadku oznacza jakieś 47 osób w każdym shajō i gdy ćwiczenie dobiegło końca a nauczyciel wygłosił uwagi i zadał lekturę do domu, okazało się, że to już przerwa na lunch.

Lunchom trzeba poświęcić osobny akapit. Już podczas poznańskich taikaiówtaikai – turniej klub Tengukai dał się poznać jako niebojący się zaserwować potrawy interesujące, wykraczające poza schabowy z zasmażaną kapustą, pierogi ruskie czy gulasz węgierski. Takoż i było tym razem. Część z dań nosiła nazwy, które strach powtórzyć, o ile uda się je zapamiętać. Pozostaje mieć nadzieję, że zagraniczni uczestnicy nie wyrobią sobie fałszywej opinii o typowych polskich potrawach – do tej kategorii wpadało tylko Ptasie Mleczko podane na deser pierwszego dnia. Chyba że uznamy owoc za potrawę, to wtedy także dostępne non-stop w dużych ilościach owoce z wielkopolskich sadów. Trzeba jednak zwrócić uwagę na jeden fakt: dania były wegetariańskie. Co, jeżeli wierzyć powtarzanym w kuluarach plotkach, doprowadziło do powstania podziemnego mięsnego ruchu oporu, który nie czuł się w pełni zaspokojony wybraną odgórnie opcją dietetyczną. Ponoć po zakończeniu każdego dnia ćwiczeń jego przedstawiciele udawali się na pielgrzymkę po poznańskich jadłodajniach i sklepach, by zaspokoić karniworystyczneto słowo najpewniej nie istnieje w języku polskim, ale gdyby istniało, oznaczałoby mięsożercze żądze. Jednak co kto robi w wolnym czasie to jego sprawa, podczas zajęć i przerw nikt do buntu nie podburzał.

Po przerwie w ramach zajęć wspólnych mogliśmy zobaczyć między innymi pokaz taihaiu bez strzelania w wykonaniu senseiów. Jeżeli tematem jest wejście i wyjście, to po co zawracać sobie głowę jakimś strzelaniem po drodze? Choć pokazano jak zakładać strzały, dzięki czemu uzupełniliśmy bogaty już zestaw japońskich porównań stosowanych w łucznictwie o kolejne: lewa dłoń jest jak ojciec, prawa to matka, a strzała jest dzieckiem. W kwestii wyjścia, część uwagi poświęcono ochiostatnia osoba w grupie łuczników w różnych wariantach osobowo/matowych.

Z kolei po powrocie do grup, sensei Sawada wyjaśnił różnicę między oddechem a cyklem oddechowym oraz pokazał, jak należy szukać kości biodrowych. Jest to rzecz całkiem przydatna w kyudo, warto więc wiedzieć, gdzie swój komplet się przechowuje. Ostatnim ćwiczeniem było po prostu strzelanie. No, nie tak po prostu, bo wzbogacone o element poprawnego wejścia i wyjścia z shajō, jednak główna uwaga nauczyciela zwrócona była na hassetsuośmioetapowa procedura strzelania. Z braku czasu, nie wszystkim udało się wykonać to ćwiczenie, część musiała dokończyć następnego dnia rano. Przyjmijmy jednak, że pierwszy dzień przyniósł za sobą 4 oddane strzały.

Drugi dzień przebiegł podobnie. Powitanie, Raiki-Shagi i Shahō-Kun prowadzone przez wybranego uczestnika, pokaz instruktorów (tym razem hitotsu matoforma, w której każdy z łuczników strzela po kolei do jednego celu), ćwiczenia w ramach shajō oraz komentarze nauczycieli. Stosunkowo częste sesje pytań i odpowiedzi pozwoliły rozwiać wątpliwości, które narosły podczas tych komentarzy, ale też te przywiezione ze sobą. I tak pojawiła się odpowiedz na jeden z wariantów nieśmiertelnego co zrobić, gdy omaepierwsza osoba w grupie łuczników, prowadząca niewłaściwie poprowadzi grupę?. Aby jednak nie odbierać czytelnikom możliwości ciągłego zadawania tego pytania swoim nauczycielom, nie przytoczę odpowiedziosobista dygresja: gdyby ten tekst powstawał dla tolkienistów, w tym miejscu dodałbym Tak! Bo jestem zły.. Jakby to dokładnie przemyśleć, udało się też rozwiązać wszystkie inne problemy kyūdō, a to za sprawą pytania o hayępierwsza strzała, którą łucznik wystrzeliwuje i otoyędruga strzała, którą łucznik wystrzeliwuje. Pytanie zaś można sprowadzić do postaci ogólnej: co zrobić, gdy popełni się błąd?. Odpowiedź: nie popełnić błędu. Gdyby kogoś zastanawiało jak poprawić błąd podczas egzaminu?, niech wie, że trzeba poprawić go tak samo, jak w normalnych warunkach. Choć w pewnym momencie sensei Sawada ostrzegł, że lubi żartować i część odpowiedzi zawiera w sobie element żartu, ale to na naszych barkach leży odszyfrowanie czego nie brać na poważnie… chyba że to żartowanie to był żart i tak naprawę wszystko było na poważnie… albo to był koanw buddyzmie zen paradoksalna zagadka lub opowieść?

Ważną częścią drugiego dnia był wykład sensieia Nakatsuki. Właściwie nie wykład a odczyt z oficjalnego podręcznika kyūdō. Przy okazji wyszło, że sensei korzystał z nieco innej wersji książki, zatem przed tłumaczami postawiono zadanie nieco trudniejsze niż tylko odczytać wersję angielską. Nie był to jednak po prostu wykład, zawierał elementy ćwiczeń. A że rozdział, który dla nas wybrano to kihontai, ćwiczenia polegały na staniu (z łukiem lub bez), siadaniu, wstawaniu, przemieszczaniu się wprzód i w tył, obrotach stojących i klęczących. Ostatecznie tego dnia nie postrzelaliśmy za dużo, tylko 2 strzały, lub 4, jeżeli ktoś poprzedniego dnia nie ukończył ćwiczenia. Za to wiemy jak przemieszczać się jako oddział… który tradycyjnie ma sporo problemów z ustawieniem się w kolejności oraz porusza się w bardzo rozproszonej formie, by nikt nikogo nie zawadził łukiem. Bojowych zastosowań to raczej mieć nie będzie.

Trzeci dzień wprowadził bardzo istotną zmianę. Ponieważ nie wszyscy uczestnicy seminarium przystępowali do egzaminów, a do tego wcześniej ćwiczenia odbywał się w grupach mieszanych stopniami, doszło do małej reorganizacji. Celem było takie ustawienie grup, by każdy ćwiczył w takiej, w jakiej następnego dnia przystąpi do egzaminu. Jest to duże udogodnienie, pozwalające lepiej przygotować się do roli, jaką w zespole będzie się pełnić. Było kilka osób, które we wcześniejszym układzie zajmowały dalszą pozycję, a na egzaminie pisana im była rola omae. Część tachigrupa łuczników strzelająca razem zmieniła się nawet liczebnie, z powodu niepodzielności przez pięć całej grupy. To jednak nie koniec rewolucji! Egzamin zaplanowano tylko na jedno shajō, które dotąd zajmowała grupa numer dwa. Miała ona okazję najlepiej poznać warunki tam panujące i wszelkie punkty odniesienia – a wpatrując się w podłogę wystarczająco długo, podłoga zaczyna wpatrywać się w ciebie, ujawniając, że trzeci krok po ukłonie wypadnie na pierwszej białej linii i łatwo można wyliczyć ścięty zakręt, by zakończyć go na drugiej białej linii. Zakręcić w stronę matotarcza należy dokładnie na żółtej, a shailinia z której oddaje się strzał można wypatrywać na poziomie pierwszej przerwy między deskami trzy rzędy desek od żółtej linii, licząc od miejsca gdzie ta linia jest wytarta, oczywiście patrząc za honząlinia na której oczekuje się na strzelanie, która z kolei pokrywa się z drugim otworem na słupek na siatkę, będąc jednocześnie pięć kroków za wspomnianą drugą białą linią. Do pewnego stopnia są to przydatne spostrzeżenia (choć z drugiej strony, trzeba iść za omae), więc by każdy miał okazję własnoręcznie policzyć deski, prześledzić słoje na ich powierzchni i zacząć kopać w miejscu oznaczonym X, wprowadzono rotację shajō, tak by w sesji porannej grupa senseia Ogury strzelałą w shajo numer dwa, a w sesji popołudniowej przywilej ten dostała grupa senseia Nakatsuki.

I temu poświęcono cały dzień, plus kilka ćwiczeń z samej procedury bez strzelania. Uczestnicy seminarium byli też wyjątkowo aktywni w przerwach, dokonując dokładnych pomiarów przestrzeni shajō. Tym razem zajęcia kończyły się wcześniej, by móc rozpocząć przygotowania do wielkiego dnia. Po ostatnim reiw tym kontekście ukłon na zakończenie dnia ćwiczeń, posłuchaniu końcowych uwag i rad senseia Nakatsuki, wysłuchaniu ogłoszeń organizacyjnych, kilku dodatkowych ogłoszeń i jeszcze jednego czy dwóch naprawdę ostatnich ogłoszeń (nie można powiedzieć, że nie byliśmy przygotowani na naprawdę każdą ewentualność, od braku posiłku w przerwach egzaminu po poniedziałkowe korki na poznańskich ulicach). Jeszcze tylko dyplom uczestnictwa, pamiątkowe zdjęcia, wyniesienie sprzętu z sali i rozeszliśmy się, dalsze przygotowania do egzaminu mogąc odbyć już tylko mentalnie. Chyba że jakieś tachi zabrało ze sobą łuki i ćwiczyło gdzieś na dziko nad Wartą – w każdym razie, policja nie informowała szczególnie głośno o tego typu incydentach. I by zakończyć podliczenia, tego dnia oddano 4 strzały.

Przerwa na statystykę: Liczebnie najwięcej było (tj. miało być według zgłoszeń) gości z Francji, aż 26 osób. Drugie miejsce to reprezentacja Polski, 25 osób. Na trzecim miejscu Belgia: 23 osoby. I chodząc między uczestnikami, dało się to słyszeć, że język francuski rozbrzmiewa często. Gdyby jednak wybrać się do shajō senseia Ogury, który przejął większość grupy mudan, na 43% można było dogadać się z przypadkowo zagadaną osobą po polsku (wyłączając z obliczeń senseia i tłumaczącego z japońskiego na angielski Andrzeja – który oczywiście też po polsku mówił). Taka ilość mudanów w polskiej reprezentacji niezwykle cieszy, bo ich przejście na poziom shodan pozwoli zakończyć erę Samozwańczego Ostatniego Shodana (który, swoją drogą uciekł na poziom nidan, więc era, tak czy inaczej, się skończyła). Statystycznie najwyższy poziom reprezentowały Węgry: średnia danów jedynego uczestnika z tego kraju wyniosła 3, drugie miejsce to Rosja – 2,5 dana i trzecie: Anglia – 2,125 dana. Statystyczny użytkownik shajō numer 2, prowadzonego przez sensiea Sawadę, wystrzelił podczas całego seminarium 10 strzał. Szybka kwerenda pozwoliła ocenić, że identyczny rezultat osiągnęło shajo nr 1 senseia Nakatsuki.

I jak wspomniano, zwieńczeniem wydarzenia była shinsaegzamin. Świetności okazji dodało yawatashi, tym razem wykonane wyłącznie przez nauczycieli: ite – Ogura sensei, daiichi kaizoepierwszy asystent, bezpośrednio pomagający ite – Nakatsuka sensei, daini kaizoedrugi asystent, oczekujący przy mato – Sawada sensei. Potem egzamin. Do boju stanęło 135 uczestników: 52 osoby na stopień shodan, 18 na nidan, 34 na sandan i 31 na yondan. Sama sesja egzaminacyjna była też świetną okazją do mitori geikonauka przez obserwację, można było w pełni skupić na oglądaniu strzelania. Oczywiście, były różne ciekawe przypadki, które będą od teraz obiektem legend. Część wyląduje w kategorii opowieści dla zbyt zestresowanych egzaminem mudanów. Inne będą opowieściami przestrogi, by nie zapomnieć sprawdzić stanu hazurowek na cięciwę oraz zabrać ze sobą łuku – choć dla porządku trzeba dodać, że nikt łuku nie zapomniał (lub drobiazgowa kontrola prowadzona przez organizatorów wyłapała wszystkie takie przypadki przez wpuszczeniem do shajō). Są i opowieści po prostu stawiające interesujące pytania: gdzie dokładnie jest granica, za którą upadniętej strzał już się nie podnosi? lub Gdyby hipotetycznie jednocześnie upadł mi łuk, strzała i pękła cięciwa, to w jakiej kolejności je podnosić i czy jest to przypadek do wybronienia?. Ostatecznie dwie niższe grupy zdały egzamin w 100%, na znacznie większe przeszkody trafili kandydaci na sandanów, tylko szóstka przedostała się przez sito (w tym jedna reprezentująca Polskę). Dużym zaskoczeniem była najbardziej doświadczona grupa: poziom yondan zdobyło 12 osób, z czego dwie reprezentujące warszawski Klub Tametomo. Zatem Polska reprezentacja liczy już 6 yondanów. Paryska sesja egzaminacyjna pod koniec lipca to szansa na jeszcze jedną osobę (notabene, też z Tametomo). Czy to już zdecydowanie nie jest ten moment, że kogoś z nich trzeba wykopać na poziom godan?

Egzaminatorzy formalnie tego nie oceniali (a przynajmniej nie wywieszono wyników), ale całe wydarzenie jest zdecydowanie zdanym z wyróżnieniem egzaminem dla organizatorów. Impreza przebiegła bez zakłóceń, wszystko odbyło się sprawnie. Polskie kyudo zostało ukazane w bardzo dobrym świetle.

Tu planowana była przerwa na egzaminacyjną statystykę, zwłaszcza dla grup zdających na sandan i yondan. Niestety, wkradło się jakieś przesunięcie numerów, które ciężko było wyłapać przez brak zekkenównumer zawodnika przyczepiony u boku hakamy podczas egzaminu. Wszystkie trafienia zostały dokładnie rozpisane, ale od pewnego momentu nie wiadomo komu je przypisać.

grad strzał: dziesięć sztuk
niczym IT wejdź i wyjdź
gdzie są te biodra?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *