Jedna z legendy głosi, że u źródła leżą mandaty. Że dojeżdżanie do innych miast by poznawać tę nową, fascynującą japońską sztukę dziurawienia papieru na odległość stało się na tyle kosztowne, że taniej było założyć własny klub u siebie. Niezależnie od dokładnych przyczyn i rachunku ekonomicznego, dziesięć lat temu w Poznaniu powstała sekcja kyudo w klubie Tengukai. Dziesięć lat istnienia to dobra okazja, żeby świętować. W tym przypadku świętowanie się nieco przeciągnęło. Lub źle interpretowaliśmy pojawiające się tu i ówdzie hasło „10 lat Tengukai Kyudo” na grafikach promujących poznańskie wydarzenia. Ile by to świętowanie nie trwało, w tej relacji będzie o dwóch imprezach: seminarium Kyudo nad Wartą (11 i 12 października 2025) oraz turnieju Fukurō Taikai (od 29 do 30 listopada 2025). Sposób zapisu dat ma znaczenie.
Tegoroczną edycję Kyudo nad Wartą prowadzili renshi [tytuł instruktorski] rokudan [szósty dan] Lilo Reinhardt oraz renshi rokudan Sven Zimmerman. Główną tematyką miało być celowanie, tenouchi, nobiai oraz hanare. Zaś uczestnicy zjechali się z niemal wszystkich polskich klubów: Ayame, Gengetsu, Kasumi, Mizutori, Tametomo, Tengukai, Umemi, dawnego Wrocławskiego Stowarzyszenia Kyudo, a nawet przyjechała jednoosobowa delegacja z Českiej Kjúdó Asociacji.
Kyudo nad Wartą, dzień I — sobota, 11 października
Pierwsza notatka jaką zrobiłem brzmi: „No smartphones on the shai”. Oczywiście, na shai [linia strzelania] ciężko korzystać ze smartphona, bo zwykle ma się ręce zajęte łukiem i strzałami. Można to też było odczytać jako wyzwanie, by wcale z telefonu nie korzystać, nawet do robienia notatek. Z kolei styl w jakim napisałem kilka kolejnych notatek sugeruje w notesie, że długopis był marnej jakości. Tak marnej, że robienie notatek frustrowało, co może też oznaczać, że w kilku momentach czegoś nie zapisałem tylko dlatego, że nie chciało mi się z nim walczyć. Wybrakowane notatki, wydarzenie dawno temu — chronologia wydarzeń może się nie zgadzać.
Zaczynam odnosić wrażenie, że to jest zwyczaj nie tyle senseia Kameo, co cecha niemieckiej szkoły kyudo: kontrola sprzętu na początek. Niby trzecie seminarium w tym roku, gdzie zwraca się uwagę na stan wyposażenia, a jednak są nowe informacje. Choćby sugestia, by z łuków pozdejmować wszystkie naklejki od producentów, przynajmniej na sprzęcie osobistym (na klubowym oznaczenia mogą się przydać). Lub owijki na łuku — kolejne warstwy nie powinny na siebie nachodzić, a i kierunek owijania jest określony, zgodny z kierunkiem obrotu łuku.
Następnie taihai, strzelanie i uwagi od nauczycieli. Większość zgodna z tematyką seminarium, czyli było sporo o dłoniach. Podsumujmy to jedną z notatek: „special brain in thumb”.
Jakoś tak dzień przeleciał i na popołudniowej przerwie kawowej pojawił się tort. To był ten moment, który można było uznać na oficjalne obchody urodzin klubu Tengukai. Część klubów się na to przygotowała, pozostała część uległa wizji długich urodzin.
Zaś wieczorem wyjście do czeskiej knajpy.
Kyudo nad Wartą, dzień II — niedziela, 12 października
Nowy dzień, nowy długopis do notowania, wracamy do roboty! Na początek hitotsu-mato sharei oraz mochi-mato sharei w wykonaniu wybranych uczestników. Nie znam kulisów wyboru, ale ponieważ są to formy kimonowe, wzięcie kimona do Poznania (albo samo posiadanie kimona, jeżeli mieszka się w Poznaniu) mogło tu być czynnikiem sprzyjającym wyborowi.
Po zakończeniu, nauczyciele podzielili się uwagami. Ponieważ w typowym dojo nie są to formy często praktykowane, zawsze warto posłuchać nauk opartych na błędach innych osób. Oczywiście, były uwagi dotyczące bezpośrednio ceremoniału, głębokości ukłonu, strony z której zatyka się tasuki [taśma do zawiązywania kobiecych rękawów] za obi czy jaką częścią ciała rissha [forma stojąca, tj. wszystkie etapy odbywają się na stojąco] równają się z zasha [forma klęcząca, tj. część przygotowań odbywa się na klęcząco] . Trafiły się też interesujące meta-uwagi: zawsze po takich pokazach należy ustawić się do słuchania uwag w takiej kolejności w jakiej się strzelało.
Poza kolejną serią strzelania z korektą na bieżąco, pojawiła się też sesja pytań i odpowiedzi, z których spora część dotyczyła sprzętu — jak mierzyć siłę łuku, jak dobrać łuk najlepszy dla siebie łuk czy jak przygotować owijkę na uchwycie łuku. Dla osób bardziej zainteresowanych oglądaniem niż strzelaniem, była też demonstracja korekty rozmiarów tsurumakury [rowek w kciuku, o który zahacza się cięciwę] — rękawicę jednej z uczestniczek na warsztat wziął sensei Zimmerman.
W niedzielnym programie był też wykład o oddechu, który przerodził się w strzelanie z krzyczeniem w momencie hanare [moment zwolnienia cięciwy] . Na tym kończą mi się notatki, więc tu postawmy kropkę do seminarium Kyudo nad Wartą.
Fukurō Taikai, noc z 29 na 30 października
Mamy w ciągu różne rodzaje turniejów, zwykle wystrzeliwujemy określoną liczbę strzał, czasami mniej (dwanaście podczas Turnieju Noworocznego), czasami więcej (sto podczas Turnieju Stu Strzał), czasami zaś robimy to drużynowo (Ogólnopolska Liga Kyudo). Rok 2025 rozpoczął się od turnieju w którym zwyciężyła osobna, która trafiła sto ósmą strzałę turnieju. Więc zakończmy rok też jakimś nowym formatem.
Fukurō Taikai miał dwie nietypowe cechy. Po pierwsze, właściwie nie wiedzieliśmy ile będzie kolejek, bo ograniczał nas tylko i wyłącznie czas kiedy trzeba będzie opuścić halę. Opuścić ją i udać się w coś, co historia zapamięta jako ciemna i mroźna noc. Bo była to druga w nocy — to jest ta druga cecha imprezy, był to turniej nocny, a kilka rund odbywało się niemal bez oświetlenia (choć to już praktykowano na Kyudoween w Tametomo). Znalazło się siedemnaście osób gotowych sprawdzić się w tych nietypowych warunkach, a od nas z klubu pojechali Adam i Michael.
Przebieg turnieju
Początek zawodów niewątpliwie należał do Adama, który po dwóch rundach zgromadził sześć trafień w dwóch seriach po trzy. Jednak brak trafień w trzeciej rundzie spowodował spadek na drugie miejsce ex aequo z Krzysztofem, podczas gdy Anna i Monika miały po siedem punktów. Od czwartej rundy prowadziła Monika, a jeden punkt za nią podążał Krzysztof, aż zrównali się w rundzie ósmej z wynikiem osiemnastu punktów. Na miejscu drugim z szesnastoma punktami znaleźli się Magda i Adam, na trzecim Anna z czternastoma punktami.
Tu zróbmy przerwę na wyjaśnienie jednej z cech turnieju. Właściwie, jest to w pewnym stopniu cecha wszystkich turniejów, ale tu ogłoszono tę możliwość jawnie. Można było odpuścić kolejkę lub kilka. Zapowiadało się długie strzelanie, nocą ludzie bywają senni, więc taka chwila pauzy na krótką drzemkę może pomóc przetrwać cały turniej. I tak jak w ósmej rundzie pauzę rozpoczęła Zofia, tak od dziewiątej pauzowała Monika. Co od razu wykorzystał Krzysztof, trafiając najpierw jedyne podczas turnieju kaichu [cztery trafienia na cztery strzały] , a potem trójkę. Po dziesiątej rundzie Krzysztof prowadził z dwudziestoma pięcioma punktami, na drugim miejscu znalazła się Magda z dwudziestoma, na trzecim Adam i Monika z osiemnastoma.
Była to godzina dwudziesta druga, przyszła pora na jeden ze specjalnych punktów spotkania. Przecież przybyliśmy tu nie rywalizować, a bawić się. Była to wigilia świętego Andrzeja, czyli Andrzejki. Zaś klub Tengukai zasłynął już podczas rozgrywek OLK ze swoich zdolności jasnowidzenia, dlatego organizatorzy dla wszystkich zebranych przygotowali wróżbę. Pewnie z jakiegoś prastarego zbioru kyudowych mądrości. Każdy z zawodników oddawał jeden strzał, a miejsce w które strzała wbiła się w specjalnie przygotowany arkusz oznaczał numer wróżby. Bazując na odczytanych potem wynikach: oj, będzie się działo. Urazy od kizy, mylenie lewej z prawą, interwencje kosmicznych energii albo przeciągów…
Potem zaś nadszedł mrok. Zgaszono wszystkie światła, poza kilkoma symbolicznymi lampkami przed mato czy innymi światełkami wyznaczającymi przebieg torów strzeleckich. Teoretycznie według prawideł kyudo, nie powinno to robić żadnej różnicy. Nie ma celowania, wszystko wynika z ustawienia ciała, więc co za różnica czy widzimy cel czy nie. Statystyki będą pod koniec wpisu, ale teraz podam dwie. Przez pierwsze dziesięć rund celność wynosiła 30%. Od zgaszenia świateł było to 19%. A jest tu jeszcze jeden zwrot akcji w tej drugiej liczbie…
Pierwsza runda ciemności nie zmieniła drastycznie wyników. Krzysztof pozostał na dwudziestu pięciu, Magda i Adam podskoczyli o jeden. Za to Rafał trafił trzy razy, a Franek, Hubert, Jan i Bożena po dwa razy. Niestety, przez niefortunny strzał, który strącił okulary, po tej rundzie Monika wycofała się ze zmagań.
Druga runda ciemności, jeszcze mniej trafień niż wcześniej. Krzysztof na dwudziestu sześciu, Magda na dwudziestu dwóch, Adam na dwudziestu. Franek zdobył po raz kolejny dwa punkty — i to wyczerpuje pulę „lepiej niż jedno trafienie”.
Trzecia runda ciemności, jeszcze mniej trafień. Krzysztof zostaje na dwudziestu sześciu, Magda dobija do dwudziestu trzech, a do Adama na trzecim miejscu z dwudziestoma dołączają Anna, która trafiła dwa razy i Bożena, która trafiła raz. Dwa trafienia po raz kolejny zdobył Franek.
Tu nastąpiła przerwa, a gdy po niej wróciliśmy na halę, panował tam półmrok. Główne światła dalej były zgaszone, ale te nad balkonem dla widowni były zaświecone. Czyli wracamy do tych 30% skuteczności? Nie, dla ogółu celność pozostała mniej więcej na poziomie tych 19%. Choć są osoby, którym ta dodatkowa porcja światła zdecydowanie pomogła.
Pierwsza runda półmroku. Krzysztof pozostaje na pierwszym z dwudziestoma siedmioma, ale dzięki trafieniu trzy razy, Anna dogania Magdę na drugim miejscu z dwudziestoma trzema. Trzeci z kolei wynik ma Adam, dwadzieścia jeden punktóœ.
Druga runda półmroku, druga pod rząd trójka dla Anny. Teraz od Krzysztofa, który pozostał na dwudziestu siedmiu punktach, oddziela ją jedno trafienie. Na trzecim miejscu Magda z dwudziestoma czterema punktami. Trzy punkty zdobył też Jan.
Trzecia runda półmroku z zapowiadanych pięciu. Teraz na pierwszym miejscu remisują Krzysztof z Anną z dwudziestoma siedmioma punktami. Na podium będzie jeszcze Magda z dwudziestoma pięcioma. I gdy ostatnia strzała tej rundy została wystrzelona, ogłoszono, że została jedna runda. Odległości między zawodnikami na szczycie tabeli były zaś tak niewielkie, że wszystko mogło się jeszcze zdarzyć.
Ostatnia runda. Anna jednym trafieniem wyprzedza Krzysztofa. Magda trafia raz. Mamy zatem dwadzieścia osiem, dwadzieścia siedem i dwadzieścia sześć. Ściślej mówiąc, dwie dwudziestki szóstki, bo jeszcze Adam dwoma trafieniami dogania Magdę. To oznacza dogrywkę o trzecie miejsce.
Dogrywkę rozegrano w trybie enkin: każdy zawodnik miał jedną strzałę, strzelali po kolei do tej samej tarczy, a zwycięstwo miało przypaść ten osobie, która trafiła bliżej środka celu. Magda strzelała jako pierwsza. Jej strzała chybiła celu. Strzelający po niej Adam trafił, co dało mu trzecie miejsce w turnieju.
Wyniki
Nie licząc dwóch dogrywkowych, wystrzelono w ciągu turnieju tysiąc sto cztery strzały. Przy dwustu osiemdziesięciu pięciu trafieniach daje to skuteczność 25,8%. Już wspomniałem, że ta drastycznie różniła się w etapach, kiedy światła było pod dostatkiem, i w etapach, gdzie go nie było. A może to nie kwestia światła, a ciążących w naszej świadomości przepowiedni? Trzeba to będzie rozstrzygnąć eksperymentalnie.
Tu byłby akapit o kaichu, ale już wiemy, że kaichu było. I to jedno.
Z siedemnastu osób, dwie zdobyły więcej punktów w niepełnym oświetleniu niż w pełni rozświetlonej hali. Zważywszy, że było siedem rund półmroku i dziesięć rund oświetlenia, jest to całkiem niezłe osiągnięcie.
Oprócz Franka, który w ciągu trzech rund ciemności trafił sześć razy na dwanaście, warto też wyróżnić Rafała i Bożenę, którzy trafili cztery razy.
W tym miejscu postawmy kropkę. I w relacji z turnieju, i w relacji z długich urodzin. Fukurō Taikai był niewątpliwie ciekawym doświadczeniem, czymś nowym w kyudowym kalendarzu. Może to pierwszy krok do strzelania dwudziestoczterogodzinnego? Jeżeli się forma rozwinie, na pewno będziemy relacjonować, a na razie pozostaniemy przy życzeniu klubowi Tengukai dalszych sukcesów i wielu podobnie interesujących inicjatyw w kolejnych latach.
przyszłość z ciemności
naklejki zdejmij z łuku
yokai z pyrlandii

