Cztery dziesiątki rzecz rok później

Powinno być o nagłym pojawieniu się sesji egzaminacyjnej, naszych przygotowaniach do niej oraz wzlotach i upadkach. Najpewniej nie będzie. Powinno być o Turnieju 100 Strzał, który powrócił po roku przerwy. Tu jest nadzieja, że będzie nieco później, jak tylko dostanę wszystkie liczby. Zaś dziś będzie co nieco o specjalnym treningu, który zorganizowano dzień po turnieju oraz o pewnym felietonie, który prawie popełniłem rok temu. Myślę, że zacznę od wykopania z głębin brudnopisów właśnie tego felietonu, a potem spojrzymy co zmienił specjalny trening. A felieton zaczynał się od podzielenia się czterema dziesiątkami rzeczy: kiza; hikiwake; yumi-taro; Honda-kiza; kiza; sznurek; tori yumi no shisei; kiza; owijka; po prostu; kiza; kiza; sznurek; sznurek; kiza; tori yumi no shisei; Honda-kiza – góra i dół; sznurek; kiza; kiza: góra i dół; Honda-kiza: góra i dół; kiza; kiza; sznurek; Honda-kiza; kiza; kiza: góra i dół; sznurek na odwyrtkę; kiza; po prostu; Honda-kiza; seiza; kiza: góra i dół; kiza: góra i dół; kumitachi – teoria; kiza; chodzenie w kizie; kiza; kiza: góra i dół; kiza: góra i dół; sznurek.

Akt I: Cztery dziesiątki rzeczy

Jednak zanim wyjaśnię, czym właściwie jest ta lista, przedstawię kawałek osobistej historii. Gdy pamiętnego roku 2015 opuszczałem salę na Torwarze, na której właśnie opowiedziano mi o kyūdō, moja myśl to było niemal dosłownie: „To jest hobby, które mógłbym traktować poważnie”. I teraz to oceniam, że faktycznie było bardzo poważnie. Dwa treningi w tygodniu, w Budojo i Mysiadle, dojazd do których kosztował trochę czasu. Ćwiczenia hassetsu w domu, z wyklejonym taśmą na podłodze stanowiskiem do kontrolowania ashibumi. Praktyka w trzymaniu strzał dwoma palcami podczas przemieszczenia się ze sztućcami czy długopisami po domu czy biurze. Świadome zakręcanie o 90 stopni, tak by nie zastępować jednej stopy drugą, czy dopasowywanie się krokiem do idącej przede mną osoby. Ćwiczenie dozukuri w komunikacji publicznej… a nie, to robiłem i długo przedtem. Trochę tego było, poważnych i mniej poważnych ćwiczeń. Bo plan był taki, że w 2016 roku zdaję egzamin. Nie „przystępuję do egzaminu”. Zdaję egzamin. Tak, na pierwszy dan to jest prawie to samo… prawie.

Kiedy przyszedł czas, że znalazłem się w otoczeniu bez możliwości trenowania jak wcześniej, poważne traktowanie objawiało się wyjazdami. Głównie Oborniki, z wstawaniem bladym świtem, czasami Warszawa a nawet inne Opole czy Kraków. Rok 2019 okazał się wyjątkowo aktywny, ale to w dużej mierze wina egzaminów, do których trzeba się było przygotować. Był też osobisty plan wystrzelenia przynajmniej 1200 strzał (po 100 na miesiąc), który udało się zrealizować…

I przyszedł rok 2020. Oj, a były pewne wariackie plany do zrealizowania. A tymczasem połowa listopada, brak perspektyw na warsztaty, a strzał na liczniku jest jakieś 300. I nijak nie mogę powiedzieć, by było to poważne traktowanie kyūdō. Nawet nie mogę porządnie się wytłumaczyć pandemią, bo ja miałem jak strzelać. Dało się bardzo dużo zrobić. Najbardziej ambitny plan 2020 roku dalej był do zrealizowania.

Tu pojawia się ta dziwaczna lista. Po powrocie z październikowych warsztatów w Wiśniowej Górze, postanowiłem ćwiczyć kyūdō codzienne. Albo mieć coś wspólnego z kyūdō codziennie. Dosłownie wpisałem: „jakieś kyūdō” do mojej aplikacji z planem dnia. I na razie się udaje, każda kartka w kalendarzu od tamtego dnia zawiera podsumowanie czym to „jakieś kyūdō” było. Tak, większość z tego to siedzenie w kiziepółsiad, w którym przy odrobinie pecha trzeba wytrzymać kilka minut, lub ćwiczenie siadania i wstawania. Głównie dlatego, że ma się wtedy wolne ręce i można robić coś innego. Prasować. Czytać książkę. Uczyć się japońskiego. Brać udział w służbowych telekonferencjach (z wyłączoną kamerą). I choć może się to zdawać banalnym ćwiczeniem, sam na własnych nogach doświadczyłem jak brak praktyki może boleć gdy nagle wywołują cię do jakiejś hondowej formy, gdzie klęczy się naprawdę długo. A jedno czy dwa przejścia przez taihaigrupowa forma strzelania w tygodniu to za mało, by się nauczyć wytrzymałości. Wszystkie sprzęty typu gomu-yumirękojeść z długą gumką do symulacji ćwiczenia z łukiem czy yumi-tarokrótki łuk z cięciwą na gumce, bardziej zaawansowany symulator ćwiczenia z łukiem są na sali, więc w domu pozostaje ćwiczyć ze sznurkiem symulującym łuk – i to wystarczy, by się pogłowić nad jakimś konkretnym elementem. Na razie zrobienie owijki na cięciwie jest najbardziej kontrowersyjną rzeczą jaką wpisałem, ale to też część umiejętności, które trzeba mieć. Zwijania maikwarybela z pianki lub słomy ryżowej, do której strzela się na krótki dystans nie uznałem za ćwiczenie. I mam zamiar to ciągnąć. Może dziś znów sobie po prostu posiedzę. Ale już pojawiają się kolejne myśli co i jak można trenować w domu.

Akt II: Interludium

Tyle mniej więcej napisałem rok temu. Te cztery dziesiątki urosły w trzy setki, bo projekt kontynuowałem codziennie (z drobnymi wyjątkami). Z tym, że po warsztatach w Turawie czy może którejś Wiśniowej Górze zdałem sobie sprawę, że to chyba nie tak miało działać. Dlaczego? Bo ćwiczenia zostały zdominowane przez tę kizę (lub warianty). Którą jest najłatwiej wepchnąć między inne sprawy. Ba, na tej samej liście dziennych spraw mam 10 minut z aplikacją do nauki japońskich krzaczorów. Toż to można załatwić za jednym razem! Nie zrozumcie mnie źle, jest to coś, co jak najbardziej trzeba ćwiczyć (kiza, nie krzaczory). Trudno jednak potem mówić, że umiem w kyūdō, bo wysiedzę 15 minut w pozycji, w której początkujący odpadają po jednej minucie. Od tego czasu plan się nieco zmienił, wrócił do bardziej ambitnego. Nie zawsze bardzo ambitnego, bywało to chodzenie po pokoju z łukiem w takt metronomu. No i dalej czasami trzeba coś wyprasować, więc kiza pojawia się w repertuarze. Ale też ze trzy dni (oczywiście, po kilkanaście minut dziennie) poświęciłem na analizę formy yawatashi z kaizoeasystent głównego strzelca, oglądając wysokodanowe nagrania na YouTubie, robiąc notatki, powtarzając ruchy. Nawet przygotowanie się do poniedziałkowych zajęć mogłem uznać za ćwiczenie kyūdō, jeżeli poświęciłem temu odpowiednio dużo uwagi.

Akt III: Zamknięty trening

I tu pojawia się specjalny trening, który fundacja Umemi zorganizowała 5 września 2021 roku, dzień po Turnieju 100 Strzał. Trening bardzo rygorystycznie zamknięty. Dostęp do niego mieli wyłącznie posiadacze trzeciego i czwartego dana oraz prowadzący zajęcia z lokalnych grup. Czyli tym drugim warunkiem zostałem uwzględniony.

Skąd się wziął pomysł? Bo wysokodanowcy mają przerąbane. Kyūdō to w dużej mierze własna praktyka, ale jakaś informacja zwrotna od czasu do czasu się przyda. Najlepszą osobą do udzielania takich informacji jest ktoś o jeszcze wyższym stopniu, ew. o zbliżonym. A tu takich nie ma. Ostatnie kilkanaście miesięcy pokazało też, że nie zawsze można sobie wyskoczyć na trening do Japonii.

Osoby prowadzące zajęcia są w nieco podobnej, choć znacznie lepszej sytuacji. Na naszym katowickim treningu mam bardzo ograniczone możliwości otrzymania komentarzy na poziomie, który może być rozstrzygający podczas egzaminów. Nie zawsze nawet jest możliwość by cokolwiek przećwiczyć na sali. Sytuacje, gdy wracam w poniedziałek wieczorem i dalej nie mam odhaczonego mojego „jakiegoś kyūdō” wcale nie są rzadkością. Choć mnie dużo łatwiej gdzieś w Polsce spotkać kogoś bardziej doświadczonego, choćbym musiał poświęcić na to cały dzień.

Taka mniej więcej była motywacja stojąca za treningiem. Nie spotkaliśmy się jednak tylko po to, by trenować pod kątem kogoś bardziej/równie doświadczonego. Dużo czasu poświęciliśmy też dyskusjom o tym, jak właściwie treningi prowadzić. Nie tylko po to, by podopieczni szybko zdobywali umiejętności. Nawet bardziej chodziło o to, by mieć właściwy stosunek do osób, którym próbujemy przekazać wiedzę. By udzielany komentarz był odebrany jako pomoc, a nie krytyka. By nie przekraczać pewnych osobistych granic, które przecież u każdego zdefiniowane są inaczej. By nikogo nie urazić… także w sensie fizycznych urazów, bo pojawiły się wątki bezpieczeństwa na sali. Oczywiście, przez te dwie godziny mogliśmy najwyżej zasugerować wątpliwości, bo opracowanie rozwiązań zajmie dużo czasu i musi się dziać cały czas, nie tylko przy okazji takich spotkań.

Na razie pewnie nie widać związku spotkania z czterema dziesiątkami rzeczy. Jednak w pewnym momencie przytoczono słowa, które rzekł sensei Ronbarudi VinsuVince Lombardi, trener futbolu amerykańskiegoc:

Praktyka nie czyni perfekcyjnym. Tylko perfekcyjna praktyka czyni perfekcyjnym.

Myślę, że o to rozbiły się cztery dziesiątki rzeczy. W kyūdō ważne jest powtarzanie. Chcemy zapamiętać ruchy, by potem je powtarzać bez poświęcania im cennych procesów myślowych. Mimo tego braku myślenia, wszystkiemu powinno towarzyszyć świadomość i odpowiednie nastawienie. Szybki przykład: poprzedniego dnia mieliśmy Turniej 100 Strzał. Każdy mógł strzelić sto raz, czy może być lepsze ćwiczenie? Może. Uważne strzelenie 100 razy. Zwracanie uwagi na to, by wszystko było zgodnie ze sztuką. Nawet przy tych ostatnich strzałach, kiedy już nikt nie miał sił porządnie strzelać. Bo nie każdy, kto strzelał celnie, strzelał też pięknie. O ile łatwo sobie wyobrazić, że ćwiczenie strzelania może być skorumpowane przez chęć trafiania, to przecież podobnie można odbębnić taihai. Powtarzać procedurę dla samego powtarzania, może i poprawnie, ale bez zwracania uwagi na towarzyszy. Lub nie zastanawiając się co można poprawić.

I z jednej strony, nie jest to duża rewolucja w mojej ocenie dotychczasowych praktyk. Z drugiej, wychodzi na to, że istotą problemu nie jest tylko to, że wszystko sprowadziło się do jednego ćwiczenia stojącego nieco z boku kyūdō. Większym problemem było to, że ćwiczone to było dla samego odhaczenia ćwiczenia z listy. Lista zadań zamiast przypominać i wywoływać myśl: „jak mógłbym dziś poćwiczyć?”, poganiała „trzeba dziś poćwiczyć”.

Wniosek: ćwiczmy kyūdō regularnie. Da się codziennie, w ten czy inny sposób. Ale czasami zastanówmy się, jaki w tym jest cel. Automatyczne powtarzanie ma szansę pomóc ugruntować fizyczną formę, może zwiększyć wytrzymałość, ale nie poprowadzi do rozwoju. Może też zacementować złe nawyki. Zapewne znajdą się osoby o przeciwnym poglądzie, ale chyba czasami zamiast bezmyślnie odbębnić praktykę kyūdō, więcej korzyści będzie ze zrobienia czegoś innego. Może i pójście spać te 15 minut wcześniej, jeżeli przez cały dzień nie znalazło się chwili czasu na kwadrans z drogą łuku.

Akt IV: Epilog

Wspomniany wariacki plan 2020 roku nie został też zrealizowany w 2021. Niby trochę roku jeszcze jest, ale sprawę trzeba załatwić latem, optymalnie pod koniec czerwca. Ale teraz wszystko w kyūdōjo już jest gotowe i mam nadzieję, że w 2022 się uda.

korpo-call w domu

uchiokoshi w górę

nie strąć słuchawek

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.