Bez powtarzania starych kawałów, walimy prosto z mostu (któregoś nad Wisłą, ja korzystałem głównie z mostu Powstańców Śląskich): w Krakowie, na hali sportowej VIII LO (ul. Grzegórzecka 24), w dniach 13-15 marca odbyło się seminarium Honda-ryu, które poprowadzili Jeff i Kiyo Humm z londyńskiego White Rose Kyudojo. Temat: kontynuacja rozpoczętej w październiku 2025 rewolucji, owocem której jest hondowe strzelanie diametralnie różne od współczesnego kyudo. Czego tym razem się dowiedzieliśmy? O tym w dalszej części materiału.
Piątek, 13 marca 2026
Jeżeli ktoś potrzebuje argumentów za pechowością tej daty, to proszę: na lotnisku był wielki bałagan i nasi nauczyciele zostali tam przetrzymani w długiej kolejce do odprawy, przez co piątkowy trening rozpoczął się później. Jeżeli zaś ktoś chciałby argumentów przeciw przesądowi, to powyższe dało nam szansę na nieco swobodnego strzelania, a mnie osobiście szansę na przypomnienie sobie jak właściwie się tą Hondą teraz strzela.
Gdy już nasi instruktorzy przybyli, przypomniano nam detale nowego ashibumi [rozstawienie stóp], w tym dodatkową pracę lewym biodrem. Dodano do tego dwie nowe metafory (a o metaforach będzie jeszcze ciut później): ashibumi ma być jak góra Fuji, a nogi powinny pracować jak wachlarz. Tu dla osób biegłych w kyudo seitei [kyudo współczesne] mamy zmyłkę, bo przecież wachlarzowe ashibumi też jest tam znane. Trik polega na tym, gdzie ten wachlarz się znajduje. Wbrew pozorom, nie leży na podłodze, przecież kto by pozwolił by całkiem przydatny sprzęt termoregulacyjny tak sobie po prostu leżał? A gdzie jest? Tajemnica szkoły Honda.
Tyle przypomnienia i doprecyzowania. Teraz, gdy potrafimy już stać, popracujemy nad podnoszeniem łuku, choć nie zapominając przy tym jak się stoi. Streszczę zawartość merytoryczną trzech dni pracy: chodzi o łopatki, by cały czas pozostawały płaskie. A że łopatki to jedna z tych części ciała, które rzadko się widzi u siebie samego, nie są najłatwiejsze do kontrolowania. Nie mówiąc już o tym, że nie pracuje się nimi całkiem samodzielnie i łatwo je przestawić nieostrożnymi ruchami rąk. Z kolei opisanie, jak mają pracować, mija się z celem tego wpisu. A że notatki z piątku nie zawierają żadnych dodatkowych wspomnień, idziemy do soboty.
Sobota, 14 marca 2026
Na początek, strzelanie z komentarzami nauczycieli — czasami wygłaszanymi do obserwujących. Precyzyjniej, do czekających w kolejce do strzelania, przez co trudno było porzucić wszystko i robić notatki, skoro jedna ręka trzyma strzały, druga łuk. Zamiast więc polegać na notatkach by odtworzyć przekazaną wiedzę, pogadajmy o metaforach. Dwie już się pojawiły, a w całym japońskim łucznictwie szkół wszelakich jest ich dużo więcej. Czasami łatwiej jest komuś słowami opisać jakiś obrazek, zamiast precyzyjnie wskazywać który mięsień i jak ma zapracować. Łuk ma się wznosić jak dym, hanare jest tym śniegiem opadającym z gałęzi, a obie dłonie to orzeł i królik. Jednocześnie, rzadko jest ryzyko, że ktoś słysząc taką metaforę, będzie się spodziewać nagłej manifestacji żywego orła czy królika. Metafory w kyudo są jak te mostożerne delfiny z opowieści o dwóch wioskach: nie istnieją naprawdę 1 … ale…
Otóż, w październiku 2025 powiedziano nam, że prawa dłoń jest umieszczana nad głową niczym ta prawa dłoń zasłaniająca twarz przed promieniami słonecznymi. Może to ja jestem naiwny, ale brzmi to jak coś, co mogłoby się ziścić. A że w sobotę słońce mocno świeciło przez okna, sprawdziłem jak to działa. I wiecie co, ta prawa dłoń nad głową nijak nie chroni przed słońcem! Czuję się oszukany, trzeba było opuścić rolety. Choć, oddajmy metaforze sprawiedliwość, zdaje się, że opis precyzował gdzie dokładnie to metaforyczne słońce ma się znajdować.
Pora na kącik technologiczny: ANKF [Wszechjapońska Federacja Kyudo] stosuje egzaminy wideo już od kilku lat, na razie na stopnie shodan i nidan [pierwszy i drugi dan]. My zaś właśnie przecieraliśmy szlaki dla inki [nadanie wyższego stopnia w Hondzie] w formie wideo. Wybrana grupa zaprezentowała się na żywo za pośrednictwem łącz przed senseiem Ino w Japonii, który miał za zadanie sprawdzić jakość obrazu, widoczność wszystkich kluczowych elementów ceremonii itp. Po prezentacji, na tym samym łączu, shihandai Ayado Iwao obejrzał strzelanie każdego z nas indywidualnie i udzielił kilku słów komentarza. Co ważne, zanim udzielił komentarza, spojrzał na swoje notatki z października, by móc zweryfikować, czy jest postęp czy też nie. Po tej sesji notatki zostały zapewne uzupełnione o kilka dodatkowych uwag, dobrze więc także te właśnie udzielone komentarze zaaplikować do strzelania przed następnym połączeniem… jeżeli zapamiętało się co dokładnie tym razem sensei powiedział.
Starczy tej pracy nad indywidualnym strzelaniem, po obiedzie przyszła pora na jakąś grupową formę. Konkretniej ryakushiki. To ćwiczenie w pewnym momencie przeszłp w rozważania o mezukai [praca wzrokiem] i pytania: czy patrzeć na mato jak na przeciwnika? Zaś z tego rozmyślania przeszło na inne japońskie sztuki walki oraz elementy historii Japonii. Dość ważną myślą w tym było powiedzenie, że standardy są pomocne, ale można je ignorować, jeśli są ku temu okoliczności.
Ponieważ jednym z kluczowych elementów następnego dnia miała być prezentacja formy kumitachi, w wyznaczonych grupach przećwiczyliśmy kilka początkowych elementów tej formy — ukłon na daiichi hikaesen [jedna z linii w hondowym shajo], odłożenie łuku, strzał, przejścia między liniami — klasyka gatunku.
Chciałbym też, byście byli świadomi pewnej cechy moich relacji. Nie ma w nich wszystkiego. Część zapominam lub uznaję za nieistotną. Część wydarzeń jednak jest istotna i warta zapamiętania, ale niebezpiecznie ją powierzać takim nośnikom jak Internet, bo nie wiadomo, kto to przeczyta. Weźmy taki, całkiem fikcyjny, przykład: ktoś testując nowy układ prawej dłoni, podniósł ją zdecydowanie niżej niż lewą. Klasyczne torisashi [„polowanie na ptaki”, grot strzały jest skierowany mocno w górę]. I przypadkiem zwolnił strzałę za wcześnie — to wszak test prawej dłoni, trzymającej cięciwę, więc coś tam się mogło omsknąć. Strzała poleciała zdecydowanie za wysoko, ponad siatką, prosto w okno. I nawet jakby w tej historii okno nie było stłuczone, jakby było zasłonięte roletą, to przecież strzała mogła zrobić dziurę w rolecie. Pisząc, że doszło do takiego wydarzenia, mógłbym położyć całą linię obrony „ale ta dziura już tam była jak przyszliśmy”. Zatem, żeby było jasne, nie mówię, że ktoś strzelił w stronę okna. Nawet nie mówię, czy to konkretne okno było zasłonięte, a może otwarte na oścież. Zwracam jednak uwagę, że tego dnia budynek sąsiadujący z halą uległ zawaleniu (konkretniej, zawalił się dach, czyli ta część mocno wystawiona na zbyt wysoko lecące strzały) >2 , a jeden z uczestników seminarium nie mógł się pojawić w niedzielę na treningu, bo składał na policji wyjaśnienia w związku z tym zawaleniem. W szkole Honda, proszę Państwa, chodzi nam o mocne, penetrujące strzały.
Na zakończenie dnia wybraliśmy się do pobliskiej włoskiej restauracji na rozmowy niekyudowe.
Niedziela, 15 marca 2026
Przez wspominaną akcję policji, a także przez niezapowiedzianą nieobecność innego z uczestników, trochę nam się skomplikował układ w kumitachi. Tu się jedną czy dwie oosby przestawiło, tam się poprawiło kolejność i mogliśmy zaprezentować synchroniczne dwuzespołowe kumitachi — przy czym synchroniczność między zespołami nie była kluczowym warunkiem.
Po tym wszystkim był komentarz od nauczycieli, a jakże. O głębokości ukłonów, o łuku przy kolanie i wiele innych. Było też coś nowego w strukturze komentarzy. Konkretniej, wskazanie zespołu, któremu poszło najlepiej. Tytuł ten przypadł grupie numer cztery: Kacprowi, Uli i Magdzie.
Kolejnym punktem programu była praca z kimonami — co wymagało podziału na dwie grupy, bo mężczyźni i kobiety inaczej obsługują kimona. I można by pomyśleć, że o czymś tak elementarnym jak ubranie trudno usłyszeć coś nowego, a jednak, przynajmniej w grupie męskiej, dostaliśmy nową technikę wiązania hakamy, by lepiej trzymała kimono.
Obsługę kimona najlepiej przećwiczyć w praktyce. Wypadło na formę tachijarei, która pojawia się stosunkowo rzadko. Co niestety, było widać. Pierwsza grupa, która wykonała zadanie, od razu ogłosiła, że oni to nową formę opracowywali (a byłaby to nie pierwsza nowa forma w stylu Honda, kilka lat temu we Wiedniu rodziło się kongo sharei), a nie zajmowali się tachijarei. Druga grupa na pewno wprowadziła do tego nieco porządku, choć chyba nie do końca dogadali się jak bardzo chcą ignorować standardy. Zaś trzecia grupa musiała tylko pokazać, że umie uczyć się z cudzych błędów (i sukcesów).
Ostatnie kilkanaście minut, kiedy już trudno było wrzucić w plan jakieś konkretne ćwiczenie, poświęcono sesji pytań i odpowiedzi. Oczywiście, pojawiły się pytania o dopiero co omówione kimona. W tym takie: czy jest szansa, że w przyszłości element tasuki-sabaki [wiązanie rękawów przez kobiety] będzie wykonywany w tym samym czasie co hadanugi [ściąganie rękawa kimona przez mężczyzn] ? Obecnie przecież kobiety muszą się obwiązać przed wejściem do shajo, a panowie ściągają rękaw dopiero w shajo. A gdzie równouprawnienie, ktoś zapyta. Jednak próba robienia tych dwóch elementów jednocześnie wprowadzi pewien zgrzyt — w jednym momencie panowie będą mieć w górze prawe kolano, bo łuk będzie w prawej dłoni, a panie będą mieć w górze lewe kolano, bo na nim będzie leżeć łuk, gdy obie ręce będą obsługiwać tasiemkę. A odpowiedź na pytanie „co z tym zrobić?”, wcale nie jest trywialna. Ale najwyraźniej przyszedł taki czas w szkole Honda, że wczytujemy się dokładniej w teksty Hondy Toshizane, kto wie, może to gdzieś już jest opisane. Zobaczymy na kolejnym seminarium.
wyżej niż myślisz
odkrycie nowych stawów
wszyscy na liście

